h1

Czas wracać cz.3 +1 / Time to go home part.3 +1

3 października 2011

Przyszedł zatem czas do krótkiej oceny  całego programu EVS i nie jest ona jednoznaczna. Przez 8 miesięcy miałem możliwość poznania ponad 100 innych wolontariuszy z kilkunastu krajów Unii Europejskiej i Gruzji (pozdrowienia dla Martyny). Ich opowieści były różne. Niektórzy narzekali mniej lub bardziej, zawsze można było znaleźć coś co jest w projekcie złe, niewygodne, nie po naszej myśli. Jedni „pracowali” trochę inaczej niż było to zapisane w umowie, inni mieli słabe warunki mieszkaniowe, a jeszcze inni ograniczone możliwości podróżowania. Zdarzały się też momenty kryzysowe i myślę, że były one w projektach większości z nas. Nowe środowisko, niechciani lokatorzy, brak komunikacji z organizacją, nuda, niespełnione oczekiwania są wszystkim tym co zawsze będzie przeszkadzać. Ale spójrzmy prawdzie w oczy. Jest to wolontariat i z samej definicji (choć cały czas mówią nam inaczej) nie powinniśmy być w tym wszystkim najważniejsi. Pachnie tu mała hipokryzją z mojej strony bo swój projekt wybrałem całkowicie za względu na samokształcenie się ale …. a co tam, niech każdy myśli sobie co chce o EVS.

.. mi się podobało. 8 miesięcy jak już pisałem do lekkich nie należało, ale cieszę się, że postanowiłem wyjechać. I choć Grecja nie była nawet w pierwszej 10 krajów do których chciałbym po0jechać to nie mam czego żałować. Znacie to głupie gadanie, że „to zmienia ludzi” „po tym nie będzie się już tą samą osobą”…. hmm Choć wciąż uważam takie gadanie za głupie to niestety muszę się z tym zgodzić. EVS dał mi więcej niż chciałem i polecę go każdemu kto mnie o niego zapyta.

Chios w liczbach:

32 – liczba postów zamieszczonych podczas mojego EVS

54 – najwyższa liczba odwiedzin jednego dnia

40 – liczba komentarzy

2381 – liczba wszystkich odwiedzin

Tak więc nawet jeżeli chciałbym powiedzieć choć jedno złe słowo na temat EVS więc tego nie zrobię. Bo każdy ma o nim swoją opinię. Ja nie żałuję.

I tak dotarłem do końca. Jeżeli dobrze wszystko obliczyłem, ten post ukaże się w poniedziałek, czyli w przeddzień swojego powrotu do Polski. Ostatnie dni były momentami nerwowe. Pakowanie się, ważenie bagażu, szukanie upominków, ważenie upominków, przepakowywanie bagażu. Ale koniec końców wszystko powinno się ułożyć. Kilka dni wcześniej dziewczyny z Polski wróciły do kraju a na dzień dzisiejszy w domu są już nowi wolontariusze.

Tak więc pozdrawiam wszystkich jeszcze raz i dziękuję za spędzony tu czas (rym). Z mojej strony była to przyjemność.

Galeria na dole.

 

 

 

ENGLISH

And now it’s time for short evaluation of the EVS program and answer is it good or bad it is not completely clear. For 8 months I had the opportunity to met more than 100 other volunteers from several countries of the European Union and Georgia (greetings for Martyna). Their stories about EVS were different. Some have complained more or less about it because we can always find something what is wrong in the project, inconvenient for us, not in our way. Some volunteers „worked” a bit different than it was written in the Activity Agreements, others have poor housing conditions, and some limited possibilities to travel. There were moments of crisis and I think most of us hed it during our projects. The new environment, unwanted flat mates, lack of communication with organization, boredom or unmet expectations are all those which will always destroy the spirit of EVS. But let’s face the truth. It is voluntary job and by its definition (although the whole time people are telling us something different) we shouldn’t be the most important part in it. It is a small hypocrisy from my side because I have chosen my project entirely grounds on self-developing but …. anyway everyone can thinks about EVS what he wants.

.. I liked it. Like I said things which happened during these 8 months  sometimes weren’t easy for me, but I’m glad that I decided to do it. And even though Greece wasn’t even in the first 10 countries to which I would not have go I cannot regret. You know this silly talk „it changes people,” „after that, he won’t be longer the same person „…. hmmm Although I still consider such words as silly unfortunately I have to agree with them. EVS gave me more than I wanted and I will suggest it to anyone who asks me about it.

Chios in numbers:

32 – number of entries posted on blog during my EVS

54 – the highest number of visits per day

40 – number of comments

2381 – number of visit my blog at all

So even if would like to say even one bad word about the EVS won’t do it. Because everyone has their opinion about it. I don’t regret the way how I spent this time.

And so I that is the end. If I have calculated everything correctly, this post will apear on Monday, the day before my return to Poland. The last days were nervous. Packing, weighing luggage, look for gifts, weighing souvenirs, repacking luggage. But in the end everything should be alright. A few days earlier, Polish girls returned to the their country and now we have new volunteers in the house.

So I greet everyone once again and thank you for the time I spent here.

It was a pleasure.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Reklamy
h1

Czas wracać cz.3 + 1/2 / Time to go home part.3 +1/2

2 października 2011

Przyszedł więc czas na część trzecią. Prawdopodobnie będzie to mój ostatni post (prawdopodobnie nie) więc wypadałoby, żeby się czymś wyróżniał.

…się zobaczy

Jak już obiecałem trzecia część będzie o Grecji i EVS – czyli jak to wszystko wygląda od środka.

Na pierwszy ogień idzie Grecja.

Przez ostatni miesiąc (nie zmyślam) ludzie pytali się mnie czy cieszę się, że opuszczam Grecję, czy chcę już wracać, czy mi tęskno do Polski. I zawsze odpowiadam, że TAK. Dodaję też, że moja radość nie wynika z tego, że jest tu tak strasznie (bo nie jest), a z tego, że moje 8 miesięcy właśnie dobiegło końca. Zrobiłem to co miałem zrobić, osiągnąłem co miałem osiągnąć (w większości) i nauczyłem się tego, czego chciałem się nauczyć (mniej więcej).

Nie ukrywam też, że cieszy mnie już każda oznaka niegrackości: deszcz, chmury, chłodny wiatr. W jakiś sposób przybliża mnie to do Polski/pozwala mi się tu czuć bardziej swojsko. Nie zrozumcie mnie źle; nie podoba mi się jak leje przez trzy dni ale po 3 miesiącach bez żadnej chmury, pogoda wydaje się tu… nudna. Również palmy, które na początku mi się podobały (mam całkiem sporo zdjęć) teraz zniknęły gdzieś w równie nieistotnym już krajobrazie morza i gór. Osiołki, pita, frappe, koty, skutery; wszystko to jest tutaj i wszystko mi się już opatrzyło. I choć dobrze wiem, że jeszcze zatęsknię za tymi rzeczami (za pitą i frappe z całą pewnością) to teraz chciałbym napatrzeć się na krowy czy zjeść zapiekankę (w sumie to w Opolu o żywą krowę też nie łatwo).

Chios w liczbach:

8 –  razy i ilość razy kiedy podróżowałem promem

8 –  razy i ilość razy kiedy podróżowałem samolotem (wliczona podróż powrotna)

Myślę, że ważniejszym pytaniem jest „czy było warto”.

I z czystym sumieniem mogę wypowiedzieć kolejne TAK.

8 miesięcy to szmat czasu.

Od momentu kiedy postawiłem moją stopę na Chiosie do momentu kiedy moja stopa z Chiosu zejdzie miną 242 dni 2 godziny i 50 minut. Co jest równoznaczne z prawie 5811 godzinami bądź też z 348650 minutami. Jest to też bardzo dużo sekund.

Przez ten czas zdążyłem się mniej więcej zapoznać z kulturą grecką. Jej zwyczajami, naleciałościami, dziwactwami.

Tak też nie będzie mi brakować dziwnej tradycji budowania domów z wąskimi rurami odpływowymi i całej sprawy z nie wrzucaniem papieru do muszli klozetowej. Nie będę tęsknić za ich siga siga (czyli „powoli powoli”), które z powodzeniem udało im się wcielić do każdej dziedziny ich życia. Mam też po dziurki w nosie ich nawyku zatrzymywania się samochodem na środku wąskich ulic i rozmów z drugim kierowcom zatrzymując cały ruch jak i trąbienia przy każdej okazji. Czasem wydaje mi się, że ich brak jakiejkolwiek organizacji doprowadza do tego, że tak naprawę nic się tu nie dzieje. A wszystko było dobrze, dopóki nie pojawił sie kryzys. Na szczęście na Chiosie nie jest on tak widoczny (prawie niezauważalny gołym okiem) W Atenach jest zupełnie inaczej. Codziennością stały się też ich strajki. W Polsce słyszano pewnie tylko o kilku demonstracjach w tym o tej najgłośniejszej na placu Syntagma (gdzie swoją drogą wieczorami było całkiem miło). Faktem jest, że strajki odbywają się tu każdego tygodnia a strajkuje głównie sektor transportu publicznego. I w sumie nikt się tu nie dziwi, skoro rząd wprowadza drastyczne podatki. Tylko kiedy usłyszałem/przeczytałem, że jeszcze kilka lat temu Grecja mogła poszczycić się największą liczbą osób powyżej 100 roku życia zrozumiałem, że nie dzieje się tak dlatego, że kraj jest tak piękny i spokojny. Rodziny dawno nieżyjących już krewnych nie zgłaszały tego do urzędów i przez lata pobierały nienależące się im renty. Stąd też wniosek. Rząd oszukiwał swoich obywateli, kradnąc pieniądze. A obywatele co robili? I mamy kryzys.

Chios w liczbach:

10 – ilość razy, kiedy podróżowałem w Grecji autobusem

4 –  na Lesvos

5 –  na Chiosie

1 –  w Atenach (z powodu strajku metra).

Podoba mi sie za to ich gościnność. Mówi się, że Polska słynie z gościnności… nie wydaje mi się, a przynajmniej moglibyśmy się jej uczyć od Greków. Nie mógłbym też nie docenić olbrzymiego wkładu w ludzkość jakim jest frappe ( e tam demokracja). Aż strach pomyśleć ile litrów kawy zdołałem wypić. Bardzo podoba mi sie też to, że pomimo tego, że nie udało mi się nauczyć greckiego (prawie się starałem) to większość greków w dużych miastach mówi po angielsku co znacznie ułatwia życie. Pochwaliłbym widoki i chwalę ale na Cyprze były lepsze. Ogólnie Cypr to taka bogatsza Grecja.

Wiedziałem, że nie będzie to mój ostatni post. Podczas pisania postanowiłem podzielić go na dwie części.

Chios w liczbach:

58godzin i 20minut – czas (w przybliżeniu) jaki spędziłem na promach

12godzin i 20minut – czas spędzony w samolocie (+ wliczony jest też ten który spędzę w drodze powrotnej)

A następna cześć o EVS już jutro

Galeria na dole

ENGLISH

So now is time for part three. It will probably be my last post (probably not)  so somehow it should be unique too

… we’ll see

As I promised in the beginning third part is about Greece and EVS – how it looks from the inside.

The first one – Greece.

During last month (I’m not making this up), people asked me if I am glad that I will leave Greece soon, if I want to go back, and I miss Poland. I always answer YES. I add also that my happiness doesn’t come from this, that living here is so awful (because it is not at all), and because my eight months EVS just ended. I’ve done what I had to do I’ve accomplished what I wanted (mostly) and I learned what I…. learned (more or less).

It is also not a mystery that I do enjoy every none Greek sign which I’m able to see in here: rain, clouds, cool breeze. Somehow, this brings me closer to the Poland / makes me feel here more cozy. Don’t get me wrong, I don’t like when it rains for three days but after 3 months without any clouds, the weather here seems to be … boring. Also, palm trees, which I loved at first (I have quite a few pictures) now disappeared somewhere in as irrelevant landscape as sea and mountains. Donkeys, pita, frappe, cats, scooters, all this is here and everything looks already so common. And although I know that I will miss these things (pita and frappe for sure), now I would prefer to see a cow or eat a casserole (I’m also aware of the fact that it is hard to find (alive) cow in my hometown Opole).

Chios in numbers:

8 –  amount of times then I traveled by ferry

8 –  amount of times then I traveled by ferry (trip back included)

I think the more important question is „was it worth it”.

And with full responsibility I can YES again.

8 months is a long time.

From the first moment when I put my foot on Chios until I take it from Chios for the last time pass 242 days 2 hours and 50 minutes. What is the equivalent of nearly 5,811 hours or 348,650 minutes. It is also a lot of seconds.

During this time I could be more or less familiar with Greek culture theirs habits, influences, quirks.

And so I won’t miss the weird/ridiculous tradition of building houses with narrow drainage pipes and the whole thing with putting used toilet paper to the basket. I won’t miss their siga siga (meaning „slowly slowly”), which the successfully managed to incorporate into every aspect of their live. I am also fed up with their habit of stopping cars in the middle of narrow streets and chat with other drivers which equals with stopping all traffic as so as tooting at every opportunity. Sometimes it looks like their lack of being organized leads to the fact that despite of constant movement nothing is happening here. And everything here was great until the crisis came. Fortunately, crisis on Chios it is not as that visible (almost imperceptible to the naked eye) as in Athens. I’m sure that in TV, they showed only some main demonstrations  (with this the biggest one in Syntagma Square, where, by the way I’ve spend very nice evening). From my point of view strikes are held here every week and mainly is about public transport sector. And no one is surprised here, if the government puts more and more drastic taxes every month. But from the other hand, when I heard/read once that a few years ago, Greece can boast the largest number of people over 100 years (how awesome) I realized that this it’s not because the country is so beautiful and peaceful. Families just haven’t reported to the authorities about their relatives whose are already long time dead. Instead of it they took their pensions for years. Hence the proposal. The government deceived its citizens and was stealing money for years. But the citizens did what (of course not all of them because many of them are decent)? And that’s why we have a crisis.

Chios in numbers:

10 – amount of times, when I’ve traveled in Greece by bus

4 –  on Lesvos

5 –  on Chios

1 –  in Athens (of course because of strike).

What I love in Greece is the hospitality. They say that Poland is famous for its hospitality … I don’t think so. At least we could learn from Greeks. I couldn’t not appreciate the huge contribution to humanity which is frappe (who cares about democracy). It is scary to think how many liters of coffee I drunk here. I also like that despite the fact that I failed to learn Greek (I tried almost hard) majority of Greeks in big cities speak English which makes here life easier. I would say that view here are wonderful but in Cyprus they were better. Overall, Cyprus is like a richer brother of Greece.

I knew it would not be my last post. When writing, I decided to split it into two parts.

Chios in numbers: (last one)

58 hours and 20 minutes – the time (approximately) I spent on ferries

12hours and 20 minutes – the time I spent on the plane (+ I also included this which I’ll spend on the way back to Poland)

Next part (final) tomorrow.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

h1

Czas wracać cz.2 / Time to go home part.2

30 września 2011

…a mówili „pojechał na wakacje”, „obija się tam”, „bumeluje”. I nikt mi nie wierzył, że my tu naprawdę pracujemy. A tłumaczyłem: 6 godzin dziennie od poniedziałku do piątku, nie ma zmiłuj się. No chyba, że ktoś był chory ale chorowanie też było bez sensu ponieważ pracujemy w tym samym domu w którym mieszkamy więc bycie chorym oznaczało siedzenie/leżenie w swoim łóżku i … i tyle = 6godzin nudy.

No więc podczas trwania mojego wolontariatu brałem udział w tworzeniu takich stron jak:

http://www.chios.com który obecnie ma formę http://www.chios.com/portal który później powróci do swojej oryginalnej nazwy

http://www.mathbook.gr

http://www.pireas.com

http://www.samos.net

http://www.lesvosisland.info

youthtool.net który za jakiś czas zmieni nazwę na europedia.net

We wszystkich tych stronach miałem jakiś udział. To zajmowałem się tłumaczeniami, to tworzyłem artykuły to budowałem je od początku do końca bądź też tworzyłem lekcje online dla dzieci. Nie ze wszystkiego jestem zadowolony ale ponoć nigdy nie powinno się być w 100% usatysfakcjonowanym bo wtedy nie można juz dążyć do doskonałości ( o ile ktoś jej potrzebuje).

Chios w liczbach:

870 godzin – godzin pracowałem (w przybliżeniu)

93 – liczba dni wolnych od pracy

35 – ilość weekendów podczas EVS

Moim kolejnym zadaniem tutaj, była praca z lokalną społecznością, a odbywało to się na wiele sposobów.

Praca w szkole – nie było jej dużo, ale czasami niosła ze sobą wiele stresu. Mówię tu zwłaszcza o pierwszej szkole, w której od czasu do czasu pracowaliśmy. Dzieci jakieś takie nadpobudliwe kijkami się biły, kamieniami obrzucały a na przerwach rozmawiały o swoim inwentarzu. Jak to osiołek zrobił tak, a kózka tak.. tak przynajmniej zostało nam to przetłumaczone.

Druga szkoła była zupełnie inna. Dzieci takie jakieś spokojniejsze i ogólnie sielanka.

Zajęcia na basenie – Pomijając, asystowanie w zawodach (raz) naszym zadaniem było pomaganie trenerom pływania  w opiece na dziećmi. Czyli w skrócie o 9:30 rano mieliśmy być na basenie a następnie pływać z dziećmi i wyławiać je w razie podtopień.

Chios w liczbach:

1 – ilość medali zdobytych podczas zawodów pływackich

0 – tyle razy uczestniczyłem w zawodach pływackich

I oczywiście żagle.. czyli jak spędziłem 2 miesiące w pobliskiej stoczni i naprawiałem łódź organizacji. Lekko nie było ale sie opłaciło. Nie powiem żebyśmy dużo żeglowali ale parę razy się zdarzyło… i było ciekawe przeżycie 🙂

Tak więc z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że się nie obijałem, nie bumelowałem, a pracowałem. W wolnym czasie uczyłem się photoshopa i Cinema 4d. W dodatku miałem lekcje greckiego I dzięki uprzejmości Svety mogłem uczyć się rosyjskiego.

Chios w liczbach:

17  -ilość lekcji greckiego

4  – ilość zjedzonych granatów

32 km – najdłuższy odcinek jaki przeszedłem na piechotę w ciągu jednego dnia. (Vrontados-Lagada-Vrontados-Chios-Vrontados)

ENGLISH

… And there were saying, ” he went on vacation”, „hanging around”, „came there to relax”. And nobody believed me that we really work here. And I tried to explained: we work 6 hours per day from Monday to Friday… no mercy. Well, unless someone was sick but being sick was also stupid because we work in the same house where we live so being sick meant sitting/lying in bed and … and that’s it = 6 hours of boredom.

So, during my volunteer work I was involved in the creation of such sites as:

http://www.chios.com which now is http://www.chios.com/portal which later returns to its original name

http://www.mathbook.gr

http://www.pireas.com

http://www.samos.net

http://www.lesvosisland.info

youthtool.net who in near future change its name to europedia.net

In all of these sites I put some effort. It worked on translations, it was creating articles I built them from beginning to the end or I created online lessons for children. I’m not satisfied from everything what I did here but apparently we never should be satisfy in 100% because then we cannot endeavor to perfection (if someone needs it).

Chios in numbers:

870 – hours that I’ve worked on Chios (approximately)

93 – number of days off from work

35 – number of weekends during EVS

My next task here was to work with the local community, and we had possibility to do it in many ways.

Working at school – there wasn’t much of it, but sometimes it was very stressful.

I am talking particularly about the first school, where we worked from time to time. Children were too hyperactive, they fought using sticks, and threw stones at each other’s. During the breaks they were talking about their inventory.- What their donkey did,- what happened to the goat .. at least that was the direct translation of theirs talks.

The second school was completely different. Children were more peaceful  and generally it was nice.

Activities at the swimming pool – aside, to assist in the swimming competition (once), our task was to help coaches with taking care of children. So in short, about 9:30 am we had to be at the pool and then swim with the children and save them in case of drowning.

Chios in numbers:

1 – number of medals, that I’ve won during the swimming competition

0 – number of times that I’ve participated in a swimming competitions

And of course the sailing .. or how I spent 2 months in a nearby boat yard repairing the boat of the organization. It wasn’t easy but in the end it was worth it. I sailed jus few times … but it was interesting experience:)

So, with a clear conscience I can say I worked. In addition in my free time, I learned Photoshop and Cinema 4d. Moreover, I had Greek lessons and Thanks to Sveta I could learn Russian 🙂

Chios in numbers:

17 – number of lessons of Greek

4 – the amount of eaten pomegranates

32 km – the longest walk I took on foot in one day. (Vrontados-Lagada-Vrontados-Chios-Vrontados)

h1

Czas wracać cz.1 / Time to go home part.1

27 września 2011

I tak, powoli mój EVS dobiega końca. A jak to z końcami bywa należy się im podsumowanie. Pierwsza cześć to skrót tych ośmiu miesięcy. Druga będzie podsumowaniem moich dokonań tutaj czyli w skrócie „co robiłem”. Trzecia stanie się podsumowaniem EVS i Grecji.

 

Część I

Pamiętam dobrze, choć było to już jakiś czas temu, kiedy wysiadłem z samolotu a Chios przywitał mnie chłodem i deszczem. Niezbyt przytomny (nie dużo spałem) wysiadłem i ruszyłem za innymi pasażerami (chciałbym dodać, że w normalnym świecie nie powinno sie podążać za kimś na ślepo, a zwłaszcza za na wpółprzytomnym tłumem). Mi jednak sie udało i następne co widziałem to uśmiech Dimitriego. Uścisk dłoni i tak ono rozpoczął się mój wolontariat – 4ty Luty 2011

Tego samego dnia rozpocząłem też pracę co pamiętam równie dobrze jak zaspaną minę Jonathana kiedy biedak musiał wstać o 7 rano żeby mnie powitać. Francesca twarzy jakoś nie pamiętam :/ . No cóż, co można na to poradzić. Tak czy inaczej pierwszego dnia mi sie przysnęło. Mało spałem, a i nauki Francesco no były zbyt interesujące. Ale z tego co pamiętam, później zdarzyło mi sie to już tylko raz.

Jakoś tak się złożyło , że pogoda na Chiosie nie dopisywała. Wszyscy mi mówili, że deszcz zdarza sie tu bardzo rzadko i nie padało dopóki, dopóty nie przyjechałem 🙂 Tak więc cały Luty było pochmurnie i deszczowo – a wszyscy wiemy jak ciężko pracuje się przy takiej pogodzie. Motywacja siada, nic się nie chce i ogólne depresja.

Następnie popłynąłem na seminarium w Atenach, które uważam za bardzo udane. Oczywiście pozdrawiam wszystkich tam poznanych 🙂 Niestety Panteonu nie odwiedziłem bo jakoś się nie złożyło ale nie żałowałem. Wiedziałem, że jeszcze tu wrócę.

Chios w liczbach:

10 – tyle dni spędziłem łącznie w Atenach (nie licząc tych spędzonych na lotnisku)

9 – dni spędzone na seminariach

3 – tyle razy byłem na Chiosie u fryzjera

 

Po powrocie na Chios łatwo można było zauważyć, że nic sie tu przez 5 dni nie zmieniło. Trochę mniej szaro ale wciąż ponuro, widać luty taki jest. No więc przejdźmy od razu do kwietnia :), bo wtedy rozpoczynały się moje wakacje wielkanocne. 16dni urlopu należało wykorzystać odpowiednio i tak też miałem zamiart zrobić. Niektórzy wiedzą jak dużo czasu spędziłem na obmyślaniu idealnego planu. Na początku miało być Lesvos, Następnie chciałem popłynąć na Cyklady. Zobaczyć Naxos, Santorini, Mykonos i inne znajdujące się tam wyspy. Następnie twardo postanowiłem spedzić moje wakacje na wyspach w pobliżu Aten (w Grecji wyspy mają wszędzie). Koniec końców, byłem w Xylokastro (półwysep Koryncki) i na Cyprze. Tu również pozdrawiam wszystkich 🙂 Co ciekawe. W Xylokastro lało i lało (może zawsze jak gdzieś przyjadę to pada) A na Cyprze słoneczko i ładna pogoda. Jak też się okazało jest to całkiem niezwykłe miejsce, w którym przydarzają się bardzo dobre rzeczy 🙂

I znów powrót na Chios.

Chios w liczbach:

20 – tyle dni spędziłem na wakacjach (dane nie zawierają weekendów)

3  –  wakacji byłem na Lesvos

2  –  tyle w Xylokastro

14 –  tyle na Cyprze

Tu ponownie bez zmian. Praca, praca, praca. W międzyczasie przybyło ludzi

więc się trochę ożywiło, potem jakoś tak sie złożyło, że na początku czerwca znów byłem na seminarium w Atenach. Był to tez mój EVSowski półmetek i pomimo tego, że hotel już bliżej Panteonu być nie mógł po raz kolejny nie udało mi się go zobaczyć z bliska. Domyślam się, że oznacza to, że muszę tu jeszcze wrócić.

Później kolejne wakacje Ze Svetą na Chiosie, najazd nowych wolontariuszy i jakoś wakacje minęły bardzo szybko. I nawet godziny pracy, które  wiosną dłuzyły się niemiłosiernie, podczas letnich miesięcy mijały szybko i bez echa. I tak nastał koniec września i mojego EVS.

Chios w liczbach:

3 – liczba zużytych/zniszczonych par butów

1 – tyle part butów zgubiłem

 

Następna cześć w piątek…

 

ENGLISH

 

And so, my EVS slowly comes to an end. And with the end comes summary. The first part is a shortened story of my eight months here. The second is summary of my accomplishments here, „what I did.” The third is a summary of the EVS and whole Greece.

 

Part I

I remember well, even though it was some time ago, when I got off the plane and Chios greeted me with cold and rain. I got off the plane completely sleepy and followed other passengers (I have to add that in the real world we shouldn’t follow strangers blindly, especially if crowd is also in half sleep). But I did it and next what I saw, was Dimitri’s smile. Handshake, and my EVS began – 4th February 2011.

I started my work on the same day. I remember it as good as Jonathan sleepy face because this poor man had to get up at 7am to greet me. Francesco’s face somehow jumped off from my head :/. Well, what can we do. Anyway I fell asleep during my first day of work. I slept little during my trip to Chios, and Francesco as a teacher wasn’t thrilling. But from what I remember, situation with sleeping at work happened to me only twice.

Somehow the Chios’ weather wasn’t nice from the very first beginning. Everyone told me that rain happens here very rarely, and it wasn’t raining before I came:) So, the whole February was cloudy and rainy – and we all know how hard is to work in conditions like that. Motivation goes down, and general depression.

Some weeks later, I went to the seminar in Athens, which I consider as very good. I want to  greet all people that I met there 🙂 Unfortunately, I haven’t seen the Pantheon, but I didn’t regret it. I knew that I will come back here.

Chios in numbers:

10 – number of days I’ve spent in Athens (without these at the airport)

9 – number of days that I’ve spent at seminars

3 – number of times I was at Chios in the hairdresser

 

After my return on Chios I easily noticed that nothing did change since I left. Was a little less gloomy, gray but still, this is how the whole February was.  So let’s move ahead to April :), because then my Easter holidays started. 16 days of it was a lot and I knew that I had to use this time properly and I so was going to. Some people know how much time I spent on creating the perfect holiday plan. In the beginning I thought to go to Lesvos, then I wanted to visit the Cyclades. See Naxos, Santorini, Mykonos and other islands located there. Then I decided to spend my vacation on the islands next to Athens (in Greece islands are everywhere). In the end, I was in Xylokastro (Corinthian Peninsula) and Cyprus. I would like to also greet all people:) What’s interesting, in Xylokastro was rainy and cloudy and on Cyprus sunny and nice. As it turned out Cyprus is also a quite an unusual place too in which happen very good things:)

And again back to Chios.

Chios in numbers:

20 – number of days I’ve spent on holidays (the date doesn’t include weekends)

3 – number of days I was on Lesvos

2 – number of days in Xylokastro

14 – number of days on Cyprus

And here, again without any changes. Work, work, work. In the meantime new people came.

Day after day and there was already June and my seminar in Athens. This was also my EVS halfway point, and despite the fact that the hotel was much more closer to Panteon than the previous one I failed again to see it from close. I guess this means that I have to return here again.

Some weeks later I had my next holidays with Sveta  (this time on Chios) Then we had an invasion of new volunteers and everything was going very fast. And even days, which were mercilessly dragged on  during spring, in summer went so quickly and unnoticed. And so, the end of September and my EVS came faster that I could even imagine.

Chios in numbers:

3 – Number of used/worn pairs of shoes

1 – number of pair of shoes that I’ve lost

Next part on Friday….

h1

J.O. go home

6 września 2011

6ty września jest dniem szczególnym. Dziś rozgrywany jest mecz towarzyski Polska- Niemcy. Ale kto by sie tam przejmował jakimś meczem. 6ty września jest też ostatnim dniem Jonathana na wyspie Chios. W gwoli przypomnienia, Jonathan jest teraz najstarszym z wolontariuszy na wyspie… ale to sie zmieni jutro (mówię o spędzonym tu czasie). Bo wtedy będę nim Ja – co tak naprawdę nic nie zmienia…

Jak to bywa, nasze projekty ze swym początkiem, zaczynają zmierzać ku końcowi (twórcze) to też projekt Jonathana właśnie osiągnął ten punkt.
I tak jak po ostatnim wolontariuszu pozostała pustka w postaci wolnej przestrzeni (a zajmował jej dość sporo) i uczucie ulgi, tak wraz z momentem kiedy Jonathan wróci do Niemiec, z pewnością zmieni sie cały projekt.

Posiada on bowiem w dziedzinie komputerów największą wiedzę z nas wszystkich i z cała pewnością (nawet jeżeli poskłada się do kupy wiedzę wszystkich tych, którzy tu pozostali) nie jesteśmy mu stanie dorównać.

Tak więc w całym tym nie emocjonalnym podsumowaniu – Chios bez Jonathana nie będzie już taki sam, podobnie jak nasz EVS’owski projekt, jak i dom, w którym mieszkamy.

P.S. 1: Mecz z pewnością przegramy
P.S. 2: Do mojego powrotu pozostało 27 dni i 15 godzin (dane z godziny 19)

ENG

6th of September is a special day. Today is Poland vs. Germany football game. But who cares about match. 6th of September is also the last Jonathan’s day on Chios Island. Just to remind You, Jonathan is now the oldest of the volunteers on the island … but this will change tomorrow. Because then I’ll be the oldest one (according to the time of being here) – but this really changes nothing …

As it happens, our projects with their beginning, they also begin to end, (how creative) and so, the Jonathan’s project just reached this point.
As the last leaving volunteer left after himself only free space (and he was using a lot of space) and a feeling of relief, the fact that Jonathan is going back to Germany, certainly will change the whole project.

No one has to convince us that Jonathan has the biggest knowledge about computers from all of us and even if we put all together whole knowledge that people who are still here have we won’t be as good as he.

So throughout this non-emotional summary – Chios without Jonathan won’t be the same anymore. The same will be with our project and EVS’ house.

P.S. 1: Poland will lose this football game for sure
P.S. 2: I return to Poland in 27days i 15 h (data from 7 o’clock)

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

h1

…i chmurek znów brak / ….. and no clouds again

30 sierpnia 2011

2. Jak już wspomniałem, ostatni weekend spędziliśmy w wioskach: Mesta i Pyrgi. Z tego co wiem to są to najbardziej znane wsie na wyspie i kiedy ktoś szuka jakichkolwiek informacji o Chios zawsze napotka wzmianki o tych dwóch miejscach. Pomiędzy nimi znajduje sie kolejna wioska Olympi, która już tak wspaniała nie jest ale za to w jej pobliżu znajdują się jaskinie (ponoć takie wypasione, ze stalagmitami i stalaktytami – nigdy nie wiem które wiszą, a które wystają z ziemi).
Tak czy inaczej do jaskiń nie dotarliśmy bo nie było na to czasu.

A więc najpierw Mesta.

Dużo się o niej nasłuchałem przez te moje 7 miesięcy na Chiosie i w końcu udało mi sie tam dotrzeć. Po wyjściu z autobusu powitał nas ładny znak „Mesta” potem uliczką prosto, lekki spad i juz wchodzi się do starej części miasta. Tu warto wspomnieć, że urok Mesty polega na tym, że jej domy miały również funkcję murów obronnych. Całość połączona tworzy pierścienie, które połączone są ze sobą małymi mostkami. Gdzieniegdzie znajdują się wąskie uliczki i niższe korytarze…
.. a tak to nic ciekawego. Wioska trochę za mała jak na 2 godziny zwiedzania. W sumie to po 3o minutach spacerku można było przejść całą wioskę wzdłuż i wszerz (a dosłownie mówiąc wokoło)

… a 3 godziny później byliśmy już w Pyrgach. Kształtem podobna do Mesty. Tu również domu miały funkcję murów i mniej więcej zbudowano wszystko z zamysłem fortyfikowania się. Istotną różnicą był natomiast sam wygląd wioski.
Może to z nudów, może z chęci posiadania czegoś unikalnego, mieszkańcy Pyrg wymyślili sobie nowy sposób na zdobienie domów.
… bo normalnie się domy maluje, tynkuje czy co tam jeszcze. Inny potrafią natłuc milion talerzy i poobkładać nimi zewnętrzne ściany, inni kładą imitację cegły. Mieszkańcy Pyrg (Pyrgianie chyba, więc mamy też Meścian, Chiosan i Lesbów/Lesbijki :)) postanowili malować je na biało, a następnie polewać ściany wodą i je .. skrobać 🙂 I tak cała wioska ozdobiona jest w różne geometryczne kształty (widoczne na zdjęciach).
Kolejną istotną informacją o Pyrgach jest to, że na każdym rogu można tu spotkać „wolno” suszące się pomidory. I tak jak Vrontados miało swojego Homera tak w Pyrgach mieszkał Kolumb <— mówię tu o Krzyśku (co z tego ,że mieszkał pewnie jeszcze w 40 innych miejscach)..

i to tyle…

żeby nie było to dorzucam jeszcze zdjęcia z Mavry Volii – powulkanicznej plaży na południu Chios, gdzie woda jest czysta, a kamienie czarne.

ENG

2. As I mentioned in previous post, we spent last weekend in Mesta and Pyrgi villages. From what I know, they are the most famous villages on the island, and when someone is looking for any information about Chios he can always find something about these two places. Between them there is another village – Olympi, which doesn’t look so great but close to it are located caves (I’ve heard that they are AWEEESOOOME, with stalagmites and stalactites – I never know which are hung and which protrude from the ground). Anyway, there was no time to see them:/

So Mesta first.

I’ve heard a lot about it through seven months of my presence on Chios, and finally I made it to go there. After leaving the bus we were greeted by a nice sign „Mesta”, then small walk through straight alley, and we already entered the old part of town. It is worth to mention that Mesta’s charm base on  that its houses well also defensive walls. The whole creates rings that are connected with each other’s by small bridges. Here and there are narrow lanes and lower hallways …

.. and so, nothing interesting. The village it’s way TOO small for 2 hours of sightseeing. After 30 minutes of slow walk we saw the entire village.

… and 3 hours later we were in Pyrgi. It shapes was similar to Mesta’s. Again, houses were also defensive walls and more or less everything was built with the intention to fortify. A major difference to Mesta was look of Pyrgi village.
Maybe they were bored, maybe they had a desire to have something unique but citizens of Pyrgi invented a new way of decorating houses.

… normally people paint houses, plaster or whatever. Other people crush one million plates and after that they glue them to the external wall surface, a others put the imitation of bricks. Citizens of Pyrgi (Pyrgians I guess, so we have Mestians, Chians, and Lesbians :)) decided to paint wall on white, then pour the walls with water and … scrape it:) And so, the whole village is decorated in various geometric shapes (shown in photos).

Another important information about Pyrgi is that at every corner one can find „slow” drying tomatoes. And just as Vrontados had its Homer, Pyrgi had its Columbus  <—I’m talking about Chris (but he probably lived in more than 40 other places) …

and that’s it …

for those who complain I add some pictures from Mavria Volia – volcanic beach in the south of Chios, where water is clear and stones black.

Mesta & Pyrgi & Mavria Volia


h1

Chmurki :)

29 sierpnia 2011

No i stało się!!! Po 3-4 miesiącach nad wyspę Chios nadciągnęły chmury. Niespotykany obrazek, dziś towarzyszył mi przez cały dzień. Słońce gdzieś znikło i zrobiło się bezbarwnie. I muszę przyznać, że Grecja bez Słońca wygląda nieciekawie. Nieco ponuro, szarawo, smutnie; zupełnie jak Polska 🙂 Do tego wszystkiego brakuje tylko deszczu….

ale…

… w sobotni poranek postanowiłem spryskać wodą sprażoną słońcem ziemię i w ten sposób uzyskać przynajmniej cząstkowy efekt. Tak więc chmury są, zapach ziemi po deszczu jest…. tylko samego deszczu brak… ale kto by sie przejmował…

Trochę czasu minęło odkąd zamieściłem poprzedni wpis. W tym czasie wraz z całą grupą odwiedziliśmy wyspę Lesbos, a ostatnią sobotę spędziliśmy w wioskach Mesta i Pyrgi.

No więc czas na krótkie podsumowanie.

1. Lesbos: całkiem spora wyspa, która na świecie słynie głównie ze swojej poetki Sappho, a może i nawet nie tyle z niej a z tego, że pani wolała panie. I tak, wiedząc o tym fakcie z czasów antycznych, moja wyobraźnia mnie nie zawiodła… no bo jak można wyobrazić sobie wyspę, na której aż roi się od lesbijek, jak nie pełną par w dwuznacznych sytuacjach. A zaczęło się już na promie.
Podróż trwała jakieś 4 godziny i nie należała do najbardziej komfortowych.

Ale nie to jest najważniejsze… a to, że każda kobieta jaką spotkałem na promie była lesbijką:) … a przynajmniej tak mi się wydawało (i z pewnością niesłusznie). Bo niby po co, kobiety miałyby płynąć na Lesbos skoro nie są lesbijkami? Wydaje się logiczne… !?!

Tak więc po 4 godzinach na promie wypełnionym po brzegi lesbijkami dotarliśmy do Mytileni – głównego miasta wyspy.

Samo Mitylene całkiem całkiem. Ładny port, trochę (nie za dużo) zabytków, ogromny zamek (niestety zamknięty) mały antyczny teatr (również zamknięty). W nocy port mienił sie kolorami pubów, kawiarni i sklepów, a niedaleko znajdowała sie całkiem niezła plaża na której można spać (i tak tez zrobiliśmy).

Niestety poza samym Mitylenie nie udało nam się zobaczyć za dużo. Wyspa jest zbyt duża by poruszać sie po niej pieszo, pojechaliśmy w ciemno więc  tak na prawdę nie wiedzieliśmy gdzie znajdują się ciekawe rzeczy, samochód byłby nieopłacalny, a czas naszego przyjazdu zbiegł się z greckim świętem, więc praktycznie każdy dzień uważany był za niedzielę.

Udało nam sie za to zobaczyć wioskę Agiasos, która na mapie oznaczona jako turystyczna, znajduje się na wzgórzach góry Olimp (drugiej największej góry na Lesbos – 1m różnicy pomiędzy nimi) No i faktycznie, wypełniona była po brzegi turystami. W dodatku wszędzie pełno straganów, ulicznych grajków, a kawiarnie pękały w szwach. Ale cała reszta bardzo fajna – polecam.

Jak już wspomniałem, nie przygotowaliśmy sie za bardzo do naszej podróży więc ostatniego dnia postanowiliśmy pojechać gdzieś w ciemno…. Może i czasem się to opłaca… tyle sie mówi o spontaniczności, chwytaniu dnia… ty razem jednak nie:/ Wioska
(której nazwy już nawet nie pamiętam), do której kupiliśmy bilet była opustoszała (z powodu święta) i nieciekawa (bo nic tam nie było). Ot zwykła, jak każda inna… i tyle o niej warto wspomnieć.

I tak weekend na Lesbos się zakończył… pita została zjedzona, wioska turystyczna odwiedzona, 3 noce na plaży przespane.

Mesta i Pyrgi przy następnym wpisie.

Więcej zdjęc na moim profilu Picasa

 

 

ENG

It happened!!! After 3-4 months on Chios’ sky appeared clouds. This unique picture, was a companion for whole Chios community during. The sun disappeared somewhere and it got colorless. And I have to admit, that Greece without it looks dull… a bit sad, gloomy, grey; just like Poland 🙂 And now, only one thing that is missing is.. rain…
but…

… on Saturday morning I decided to spread some water on the sun-blanched ground, and get at least fragmentary effect. So, I have clouds and smell of wet ground… only no rain… but who cares… Some time has passed since I posted my last entry. In that time with a whole group we decided to go to the Lesvos island, and last Saturday was spent day in Mesta and Pyrgi village.

And now it is time for small summary.

1. Lesvos: it’s a quite large island which is mainly famous in the world because of its poet – Sappho, and maybe even not because of Sappho itself but because of the fact that she preferred ladies. And so, knowing this fact from the ancient times, my imagination did not let me down… but well, how can you imagine this island, as not full of lesbians couples in two-faced situations.

And everything started in the ferry.

The journey lasted about 4 hours and I didn’t consider it as most comfortable. But this is not the most important … important is that every woman that I met on the ferry was a lesbian:)… or I just thought that (and certainly I was wrong). Because why women would go on Lesvos If they are not lesbians? It does seem logical… right !?!

And so after 4 hours on ferry filled to the brim with lesbians we reached Mytilene – the main town of the island.

Mytline itself is quite pretty. Nice harbor, some (not too much) monuments, a huge castle (unfortunately it was closed) small antique theater (also closed). On the night harbor colors from nearby pubs, restaurants and shops were sparkling upon the harbors and close to the city You could find pretty big beach where You could sleep (and what we did).

Unfortunately, except of the Mitylenie we couldn’t see much. Island is too big to move on her by feet, we didn’t prepare well for this trip too so, we didn’t know where there are interesting things, the car would be too costly, and time of our arrival coincided with the Greek holiday and every day was considered as Sunday.

We managed to see the Agiasos village that was marked on the map as a touristic (it was located on the hills of Mount Olympus which is the second highest mountain on Lesbos – 1m difference between the first one).

..and indeed, it was full of tourists (but we were also tourists). In addition, everywhere were stalls, street musicians and cafes were bursting at the seams. but in general, great – I recommend.

As I mentioned, we didn’t prepare for this trip and  we decided to spend our last day on Lesvos by buying a bus ticket and going anywhere without a plan…. Maybe sometimes it pays off … people always talk about being spontaneously, catching the day … well, in this case it didn’t work out :/ Village (which name I already forgot), to which the tickets we bought was deserted (due to holidays) and uninteresting (because there was nothing there) It was normal, like any other village … and not worth of mentioning.

And so the weekend ended on Lesvos … pita was eaten, the village was seen, 3 night’s on the beach.

Mesta and Pyrgi in next entry.

More pictures on my Picasa profile.